środa, 2 listopada 2016

Brytyjski mistrz horroru w wołowskim zakładzie karnym

 fot. Joanna Krasowska
Graham Masterton, brytyjski autor uznawany za jednego z mistrzów horroru, spotkał się z osadzonymi w Zakładzie Karnym w Wołowie. Wizyta w więzieniu odbyła się w ramach cyklu spotkań promujących nową powieść pisarza.

Październikowy poranek, niebo zasłane szaroburymi chmurami, siąpi delikatny deszczyk. Jest zimno. Jesień w pełni. Przed Zakładem Karnym w Wołowie stoi grupka kilkunastu osób, w większości kobiet w średnim wieku, ale wśród nich znaleźć można także trzymającą się nieco z boku dwójkę wyglądającą na uczniów szkoły średniej. Kilka kobiet ściska w niewątpliwie zmarzniętych dłoniach książki, niektóre z wyraźnymi śladami użytkowania. Jest środa, nietypowy dzień na odwiedziny osadzonych w wołowskiej placówce więźniów, ale nie zważając na niekorzystną pogodę, zebrana przed zakładem karnym grupa czeka na wyjątkową osobę.

Nieco przed godziną dziewiątą na parking przed więzieniem zajeżdża czarny samochód, z którego wysiada trzech mężczyzn i czekająca pod murami grupa ożywia się. Joanna Krasowska, dyrektor Miejskiej i Gminnej Biblioteki w Wołowie wita się z mężczyznami. Jeden z nich, postawny, o okazałych kształtach, z dłuższymi włosami, w okularach, lekko przyprószoną siwizną kozią bródką i kolczykiem w uchu nachyla się do szczupłego towarzysza w czarnej kurtce i tłumaczy słowa dyrektor. Mężczyzna w czarnej kurtce to Graham Masterton, ceniony i popularny w Polsce autor powieści grozy i przez wielu uznawany za jednego z mistrzów horroru. To na niego w ten chłodny poranek czeka zgromadzona przed zakładem karnym grupa. Wołowskie więzienie to ostatni przystanek w ramach cyklu spotkań w Polsce promujących nową powieść pisarza, “Siostry Krwi”.

Jak się okazuje, trzeba jeszcze poczekać na wóz transmisyjny regionalnej telewizji TVP Wrocław, który ma już być w drodze. Wykorzystuję okazję do zadania kilku pytań nastolatkom czekającym na spotkanie z brytyjskim pisarzem. Jak się okazuje oboje są uczniami trzeciej klasy liceum profilowanego z Zespołu Szkół Społecznych w Wołowie.

- Lubię czytać horrory - mówi Paulina, która przyniosła nawet ze sobą pierwsze wydanie “Dżinna”, jeszcze z lat dziewięćdziesiątych i liczy na autograf autora. Po powieść Mastertona sięgnęła dopiero przed spotkaniem i zna tylko niewielki wycinek twórczości pisarza, który ma na swoim koncie ponad sto książek. - Podoba mi się. Jest szansa, że sięgnę po następne - ocenia trzymaną w dłoni powieść. Jej kolega z klasy, Dawid, nie kryje, że jego gusta czytelnicze oscylują w nieco innych gatunkach, ale oboje zgadzają się, że spotkanie z twórcą pokroju Mastertona to szczególna okazja. - Poznanie takiego autora, jest fajną rzeczą - przyznaje Dawid. - Myślę, że jeszcze przeczytam jego książki - dodaje.

Paulina i Dawid znaleźli się tutaj za sprawą swojego nauczyciela języka angielskiego. - To jest figura w świecie literatury tego typu i chciałem, żeby moi uczniowie spotkali się taką osobą - wyjaśnia Tomasz Sztrekier, anglista ZSS w Wołowie. - Nie zawsze autor tej klasy trafia się tutaj na miejscu, szczególnie, że miejsce jest dość egzotyczne.

Deszcz nie przestaje siąpić, ale na szczęście na ekipę telewizyjną nie trzeba długo czekać. Dyrektor Krasowska znika w dyżurce i wraca po chwili z jednym z funkcjonariuszy, który wyjaśnia co się za chwilę wydarzy. Szanowny gość z tłumaczem, dyrektor Krasowską, dyrektorem Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Aglomeracji Wrocławskiej Marcinem Dymalskim, które zorganizowało spotkania na Dolnym Śląsku i ekipą telewizyjną wejdą jako pierwsi. Po nich przyjdzie kolej na czekających pod murami pracowników wołowskiej biblioteki, członków dyskusyjnego klubu książki “Czytelnick” działającego przy wołowskiej bibliotece i licealistów. W sumie siedemnaście osób.

Jest około wpół do dziesiątej, kiedy wchodzimy do ciasnej dyżurki. Masterton od dawna jest już w środku i pewnie spotka się właśnie z dyrektorem wołowskiego ZK Robertem Kuczerą. Jeden z dyżurujących funkcjonariuszy wykłada reguły pozwalające na wejście na teren więzienia, komu oddać telefony komórkowe, gdzie są szafki na torebki i rzeczy osobiste, które należy przed wejście zostawić. Potem zostaje już tylko bramka z wykrywaczem metali i stajemy w dwuszeregu na niedużym placu otoczonym z każdej strony wysokimi murami. Brama otwiera się i przechodzimy na następny plac. Następna brama i następny plac, z którego wchodzimy do mieszczącej się na terenie zakładu szkoły, gdzie odbędzie się spotkanie.

Spora sala wypełniona rzędami krzeseł jest jeszcze pusta. Na drugim końcu stoi przygotowany dla autora długi stół. Za tło robi baner Aglomeracji Wrowclawskiej. Po prawej od wejścia, na stoliku pod ścianą panie z biblioteki wykładają przeznaczone na sprzedaż powieści Mastertona. Zajmujemy miejsca. Po chwili na salę wchodzą więźniowie. Wyglądają na rozluźnionych i chyba zadowolonych. Panujące nastroje są dobre i gdyby nie jednolite, zielone uniformy oraz umundurowani strażnicy, można byłoby zapomnieć, że spotkanie odbywa się na terenie jednego z trzech najcięższych zakładów karnych w Polsce. Wkrótce potem pojawia się człowiek, na którego wszyscy czekają.

Masterton, w czarnych dżinsach i granatowej koszuli w białe drobne kwitaki nie robi jakiegoś szczególnego wrażenia. W końcu dopełniające wszystkiego złoty łańcuch na ręce i złoty sygnet na palcu trudno nazwać ekstrawaganckimi dodatkami. Gdyby minąć go na ulicy, to nie zgadłoby się, że ten nie wyglądający na swoje siedemdziesiąt lat pan jest światowej klasy popularnym pisarzem i autorem ponad setki książek, w tym kultowych horrorów i kilku poradników seksu.

Ale jak się okaże, ta zwyczajność stanowi jego atut w kontakcie z czytelnikami. Będzie to widać szczególnie w części przeznaczonej na pytania z sali, kiedy początkowe uczucie dystansu i pewnej rezerwy niemal całkowicie znikną. Z każdą kolejną anegdotą, z każdą następną odpowiedzią na pytanie odchodzić będzie świadomość, że za stołem siedzi tytan literatury grozy, a pozostanie wrażenie, że Masterton to przystępny, ludzki i w żaden sposób wyniosły, zarozumiały czy arogancki człowiek. Niemal “swój gość” czy sypiący na lewo i prawo żartami ulubiony wujek, dusza towarzystwa każdego rodzinnego spotkania.

- To bardzo nowe i niezwykłe doświadczenie - nie kryje na początku, że wołowskie spotkanie nie należy do typowych. - To niezwykle interesujące - dodaje i przechodzi do przedstawienia swojej osoby. - Dlaczego piszę horrory? Często zadają mi to pytanie. Ciekawszym pytaniem jest, dlaczego ludzie czytają horrory. Życie jest trudne i przemoc jest udziałem żywych ludzi. Kiedy czytasz horror pojawia się adrenalina, występują emocje, ale w przeciwieństwie do prawdziwego świata, przemoc nie jest prawdziwa. Zamykasz książkę i jesteś w bezpiecznym miejscu. Myślę, że horrory w dziwny sposób pozwalają zrozumieć, co się dzieje we wnętrzu człowieka.

Już od początku widać, że podczas spotkania Masterton czuje się jak ryba w wodzie. Oczywiście, dla niego to nie pierwszyzna, ale i wyraźnie można dostrzec, że kontakty z czytelnikami sprawiają mu przyjemność. To ostatnie z cyklu spotkań i ma za sobą setki kilometrów, ale nie widać po nim jakiegoś zmęczenia, czy znudzenia, choć pewnie anegdotę o płatności kiełbasą za swoją pierwszą wydaną w Polsce powieść opowiada już setny raz.

Każda upływająca minuta utwierdza mnie w przekonaniu, że Masterton to wymarzony twórca na spotkanie ze swoimi odbiorcami. Jest wdzięcznym rozmówcą, często żartuje, a jego dowcipy wywołują powszechny śmiech na sali. Historię swojego życia okrasza soczystymi anegdotami. Jak choćby ta o kondomie w książce, którą przysłał mu jeden z fanów, czy ta o pracy w “Mayfair”, brytyjskim magazynie erotycznym, którego był dziennikarzem, a potem redaktorem. - Wchodzę do studia, a tam leży naga dziewczyna. Pomyślałem, że to musi być najlepsza praca na świecie - wspomina początki kariery.

Spotkanie z nim nie można nazwać nudnym. Historie z życia przeplata poglądami na twórczość. - Wielu młodych autorów przychodzi do mnie i mówi, że chce pisać o wilkołakach, wampirach, zombie itp., ale zawsze im mówię, że to często poruszany temat. A przecież każda kultura ma swoje podanie i legendy.

Dzieli się swoimi opiniami o rynku wydawniczym. - Za sprawą wydawnictw cyfrowych rynek uległ zmianie. Dla mnie na lepsze. Nagle w miejsce 2000 sztuk sprzedaję ćwierć miliona. Przez to moje życie uległo zmianie.

Pozwala zajrzeć za kulisy swego warsztatu. - Jestem bardzo krytyczny wobec swojego pisarstwa. Piszę codziennie. Traktuję to jako swoją pracę.

Czy zdradza coś osobistego. - Macie dużo szczęścia, że możecie czytać fikcję. Ja już nie mogę. Czytam i wiem, kiedy autor się zmęczył. Kiedy zrobił się głodny. Czuję się, jak szef kuchni, który w wolnej chwili gotuje.

Ale prawdziwą klasę pokazuje, gdy przychodzi do bezpośrednich interakcji z publiką. Każde pytanie traktuje z powagą i udziela obszernych, a przede wszystkim szczerych odpowiedzi. Jak choćby wtedy, gdy jeden z więźniów zapytał go, czy wierzy siły nadnaturalne. - Nie wierzę w istnienie demonów. Zostały wymyślone przez człowieka, żeby wyjaśnić rzeczy, których nie potrafił zrozumieć. Śmierć w kołysce - zaklęcie czarownicy. Nieurodzaj - klątwa demona. Mam jednak podejrzenia, ze duchy mogą istnieć. Wczoraj byliśmy w Sobótce. Wystarczyło przyłożyć dłoń do kamiennej rzeźby, żeby poczuć historię tego miejsca.

Stosunek Mastertona do publiki sprawia, że pytaniom nie ma końca i kiedy grubo po godzinnie spotkania pada sygnał, że czas kończyć, można dostrzec, ze pozostaje niedosyt. Nic dziwnego, że ustawia się do niego długa kolejka po autograf, a wszystkie książki ze stolika przy wejściu błyskawicznie się wyprzedają. Na autograf czy choćby ostatnie pytanie czekają zarówno więźniowie, jak strażnicy, wychowawcy i pracownicy biblioteki. Masterton uwiódł wszystkich bez wyjątku.

Ale nie tylko publika opuszcza salę z satysfakcją. Po wszystkim Masterton przyzna, że było to chyba najlepsze spotkanie na trasie. Nie spodziewał się ze strony osadzonych takiej otwartości, bezpośredniości i łatwości w zadawaniu pytań. Do tego samo miejsce wywarło na nim ogromne wrażenie. Na tyle duże, że jeszcze w trakcie spotkania rozbudza nadzieję, że wołowski zakład karny może trafić do którejś z jego książek. - Inspirują mnie wszystkie miejsca, które odwiedzam. I to miejsce dzisiaj, też pewnie za taką inspirację posłuży - zdradził.


Jeśli tak się stanie, pisarz nie pozostawił wątpliwości, że do niego powróci. 


- I’ll be back - zapewnił. 


fot. Joanna Krasowska

fot. Joanna Krasowska

"Dorn"
DKK w Wołowie

Odkrywanie Dolnego Śląska z Joanną Lamparską

fot. Halina Węgiel
13 października 2016 r. na zaproszenie Dyskusyjnego Klubu Książki działającego w MiGBP w Brzegu Dolnym gościliśmy panią Joannę Lamparską – dziennikarkę, podróżniczkę, autorkę wielu książek o tajemnicach Dolnego Śląska.

W bibliotece zebrał się tłum fanów naszego gościa i miłośników tajemniczych historii. Wśród uczestników byli nie tylko mieszkańcy Brzegu Dolnego ale także czytelnicy z Wołowa i Obornik Śląskich. Młodzież, osoby w różnym wieku zainteresowane historiami opowiadanymi przez autorkę. Były także klubowiczki z obu grup DKK „Iskierki” i „Płomyczki”.

Tematem nr 1 dzisiejszego wieczoru była historia tzw. Złotego Pociągu – jest, czy go nie ma, ewentualnie gdzie może być, co w nim jest. Autorka przedstawiła tropy i hipotezy związane z tym „skarbem”. Jedna z hipotez zakłada związek z naszym miastem. Być może domniemanym pociągiem pojechały pod Wałbrzych gazy bojowe produkowane w czasie wojny w Brzegu Dolnym, a precyzyjnie, to w Anorganie (obecnie PCC Rokita).

Pani Lamparska snuła opowieść o tajemnicach zamku Książ, o Ślęży. Mówiła o swoich zainteresowaniach, o spotkaniach i współpracy z archeologami, naukowcami, a także ze zwykłymi ludźmi – pasjonatami, poszukiwaczami skarbów, ludźmi, którzy znają albo kreują różne tajemnicze historie i miejsca.

Zachęcała do poznawania swojego regionu. Wszystko to zilustrowała zdjęciami. Słuchaliśmy i oglądaliśmy z zainteresowaniem. Dwie godziny spotkania minęły bardzo szybko.

Autorce towarzyszył pan Krzysztof Góralski – fotograf, którego zdjęcia bogato zdobią książki pani Joanny. Można je było nabyć w atrakcyjnej cenie wraz z dedykacją i autografem autorki.


Widzieliśmy opuszczających spotkanie szczęśliwców z książkami naszego gościa. Między nimi była młodziutka dziewczyna uśmiechnięta od ucha do ucha, szczęśliwa, z niemałym stosem zakupionych książek.

Naszego gościa nagrodziliśmy oklaskami – zasłużonymi.

Autorka ma w sobie wielką ciekawość świata, tropi i zgłębia, stawia odważne pytania, analizuje, opowiada o różnych tajemnicach pałacowych, zamkowych, teoriach, spekulacjach, odkryciach najnowszych, weryfikuje dotychczasową wiedzę.

Z okazji dzisiejszego spotkania w bibliotece urządzono wystawę niemałego dorobku książkowego pani Joanny Lamparskiej.

fot. Halina Węgiel
fot. Halina Węgiel
Janina Mieleńczuk, klubowiczka
DKK Brzeg Dolny

Chandra dnia codziennego. Co to takiego?

fot. Monika Cieśla
Jesienna aura czasami nie sprzyja dobrym nastrojom... Pomimo tej nielubianej przez wielu pory roku, mieszkańcy DPS-u w Miliczu nie poddają się chandrze i melancholii. Tym razem nasze spotkanie październikowe Dyskusyjnego Klubu Książki przybrało odświętny charakter, bo zostało zorganizowane przy okazji odbywających się Dni Seniora. Choć niewielka biblioteka, ale gościła całe grono sympatyków dobrej literatury, poezji i muzyki. Nie zabrakło wspomnień o przebytych latach o których opowiedziała pani Teresa. Nie zabrakło pięknych wierszy opisujących dobry stan ducha …Jesień dla seniora to najlepszy czas, żeby żyć aktywnie , pójdź na spacer w las. Po takim spacerze to aż chce się żyć… Starość to nie koniecznie choroby i skromna egzystencja na emeryturze, nie zapominajmy o tym i nieśmy radość tym, którzy potrzebują jej dwukrotnie więcej. Dlatego dla podniesienia ducha nie zabrakło piosenki, która towarzyszy tym ludziom gdy tylko wkradnie się chandra dnia codziennego. Słowa tekstu są tak radosne, że unoszą każdego niezależnie od wieku. Muzyka: Jerzy Wasowski tekst: Jeremi Przybora, tytuł „Wesołe jest życie staruszka”

Wesołe jest życie staruszka
Wesołe jak piosnka jest ta
Gdzie stąpnie zakwita mu dróżka
I świat doń się śmieje: ha ha


fot. Monika Cieśla
fot. Monika Ciesla
moderator Monika Cieśla 
DKK w Miliczu

Przyroda w DKK

fot. Monika Cieśla
Przyroda która nas otacza przynosi nam ukojenie, radość, spokój. W dobie dzisiejszego pośpiechu zapominamy stanąć na chwilę i przyjrzeć się temu pięknu. Ale Pan Mirosław Olszczański – pasjonat fotografowania przyrody z zamiłowania odnajduje chwilę aby na zdjęciach uchwycić to czego my nie zauważamy. Dlatego poprosiliśmy pana Mirka aby na spotkaniu w klubie dyskusyjnym podzielił się z nami swoją pasją. Podczas wspólnego oglądania zdjęć dowiedzieliśmy się więcej o zwyczajach ptaków, ssaków, płazów, zwierząt zarówno domowych jak i leśnych. Kolekcja zdjęć zawierała również piękne krajobrazy łąk, pól, stawów i lasów. Zdjęcia były wyświetlane przy podkładzie muzyczny. W oddali było słychać ćwierkot wróbli, poranne nawoływania żurawi co sprawiało wrażenie oglądania i słuchania przyrody na żywo.

moderator Monika Cieśla

DKK  w Miliczu

poniedziałek, 24 października 2016

Magiczny teatr Kamishibai w bibliotece

fot. Maria Kirkiewicz
Dyskusyjne Kluby Książki dla dzieci to wspaniała okazja do tworzenia nowych spotkań edukacyjnych. 17 października w ostroszowickiej bibliotece Motyle Książkowe jak zaczarowane słuchały bajki pt.,,Kotka Milusia".
Na przykładzie zadufanej w sobie kotce, dzieci słusznie zauważyły, że nie można żyć tylko dla siebie.
Magiczny Teatr Kamishibai wywodzi się z Japonii. Nawiązuje on do ulicznych teatrzyków marionetkowych. Dzięki zaangażowaniu Tajemniczego Przyjaciela biblioteki który chce pozostać anonimowy, otrzymaliśmy skrzynkę BUTAI, która stanowi scenkę dla naszego teatrzyku obrazkowego.
Sprawdziła się reguła, mówiąca o tym, że dzieci uwielbiają być zaskakiwane.
Opowiadanie historii kotki Milusi przez obrazy to doskonały sposób poznawania świata, oswajanie go i uczenie się właściwych postaw.
Ilustracje wykonane przez Alessandro Sanna wzmocniły opowiadany przekaz. Dzieci oczarowane patrzyły w magiczną skrzynkę i przeżywały treść opowiadania autorstwa Eleny Molisani.
Nasze pierwsze spotkanie z teatrem Kamishibai to dopiero początek.
Zachęcenie dzieci do zaprezentowania się w tym magicznym teatrzyku pokazało jak ważne jest przygotowanie dzieci do publicznych wystąpień.
Schowanie się za skrzynką teatru pomogło niektórym znieść stres i zaprezentować swoje zdolności krasomówcze.
Artyzm tego spotkania polegał na odkrywaniu przez dzieci sztuki w wielu aspektach: słowo, obraz i muzyka.
Piękny tekst Eleny Molisani, muzyka skomponowana przez Dominika Kozłowskiego ,,Rondo alla Farfalla" oraz napisy w języku japońskim wykonane przez Yumi Sato pięknie uzupełniały to wspaniałe spotkanie.



fot. Maria Kirkiewicz
fot. Maria Kirkiewicz

moderator Maria Kirkiewicz
DKK Motyle Książkowe