poniedziałek, 30 listopada 2015

Spotkanie DKK z okazji 5. rocznicy funkcjonowania biblioteki

26 października 2015 odbyło się uroczyste spotkanie członków DKK w bibliotece z racji 5 rocznicy funkcjonowania biblioteki. Prezentacja multimedialna spotkań autorskich oraz różnych wydarzeń w klubie DKK, omówienie literatury rosyjskiej znajdującej się w bibliotece oraz dyskusja na temat literatury noblistki Swietłany Aleksiejewicz, spotkanie towarzyskie przy kawie i torcie uświetniły to wydarzenie. 

Rozalia Podgórska
moderator DKK w MBP we Wrocławiu, Filia nr 7



piątek, 27 listopada 2015

Olśnienie zmysłów, uczuć i rozumu...

KSIĘGI JAKUBOWE Olgi Tokarczuk,
czyli wielkie olśnienie zmysłów, uczuć i rozumu wywołane przez natchnioną autorkę o niezmierzonej imaginacji,
które jest cudownym darem dla czytelnika

Przeczytane stronice płyną przez oczy, usta i głowę, napełniając je świeżym powietrzem, niczym wiatry-oceaniczne, ożywiające swym tchnieniem żagle...

Czy któraś z tych stronic jest zbędna, czy jest ich zbyt wiele? Tylko wtedy, gdy trzymam księgę w dłoniach, jeszcze nieotwartą... Z chwilą jednak, kiedy zaczynam zanurzać się w labirynt postaci, wątków, miejsc i idei jakaś niewidzialna siła wsysa mnie do środka. I chcę być jak Jenta, która widzi dalej i więcej. Chcę niczym Nachman eksplorować Wschód i Południe, rozmyślać na pustyni pod rozgwieżdżonym niebem, goniąc za efemerydą Jakuba, który nie wiadomo czym jest: prorokiem czy szalbierzem... Chcę wymieniać się listami z niedocenioną poetką Drużbacką i wielce oświeconym księdzem Chmielowskim...

Żałuję, że nie urodziłam się w czasach, kiedy żydowski sztetl był nieodłączną częścią prowincjonalnego krajobrazu, że nie mogę uczestniczyć w filozoficzno-religijnych dysputach Żydów o gorących głowach i sercach, żyjących w Rzeczpospolitej, która tylko pozornie była żydowskim rajem.

Smutkiem napawa mnie fakt, że niemożliwym jest, by ziściło się wyrażone  w „Księgach” życzenie, by ludzie czytali te same książki i żyli w świecie jedności, ale i różnorodności, nie konfliktów. Jakże niezwykle aktualna jest opisana tu historia niekończącego się żydowskiego exodusu... Teraz syryjscy uchodźcy, rzadko przyjmowani przez Europę z otwartymi ramionami, są niczym tułający się wyznawcy Mojżesza. Jak gorzki i prawdziwy wymiar mają słowa: „Bieda nie ma ani wiary, ani narodowości".

Zdumiewa mnie wszechobecne w powieści głębokie zrozumienie ludzkiej słabości, biorącej swój początek z tęsknoty za namacalną obecnością Boga w świecie.  Autorka każdą z postaci czyni tak żywą, że chciałabym się z nimi spotkać w realnym świecie ( no może nie z Jakubem- fascynuje, ale i przeraża).

Portrety kobiet są pełnokrwiste, wiele bohaterek, choćby Chana, wiele osiągnęłoby, gdyby nie przyszło im żyć w tak absolutnie patriarchalnym świecie. Wszelkim próbom opisu wymyka się Jenta. Czy to zabłąkana dusza zawieszona między wymiarami, czy żydowski dybuk przyszpilony zaklęciem do ziemskiego padołu, czy wizjonerka w romantycznym duchu?

Myślę, że zarówno w przypadku Jenty, jaki i innych mieniących się wielością wcieleń i znaczeń postaci, barwnych niczym rajskie ptaki – jak choćby Moliwda – nie jest istotne, by znaleźć prostą odpowiedź na pytanie, kim są. Pani Tokarczuk ma rzadko spotykany dar – jej książki (choćby „Prawiek i inne czasy” czy „Bieguni”), a „Księgi Jakubowe” w szczególności, otwierają w czytelniku to, co ukryte, nieuświadomione często czy zapieczętowane, a za czym on tęskni – by choć przez chwilę dotknąć barwnego kilimu świata, z jego wielością osób, języków, kultur, wyobrażeń... Po co? By zrozumieć , że bez względu na to, kiedy i gdzie przyszedł człowiek na świat, każdy jest istotą o podobnych potrzebach i pragnieniach.

Dzięki „Księgom Jakubowym” uświadomiłam sobie, na czym polega głębokie pęknięcie między światem chrześcijańskim a innymi religiami. Nas, ludzi Północy, dręczy poczucie winy. Może gdyby nie ono, bylibyśmy lepsi dla siebie i innych? Wreszcie dzięki tej niezwykłej książce po raz pierwszy dotarło do mnie, że obcość to może być dar, gdyż obcy to ten, który nie będąc „stąd”, baczniej przygląda się ludzkim gestom i emocjom, więc widzi i odczuwa więcej niż „swój”.

Dziękuję Autorce za to, że w epoce splugawienia języka i braku szacunku do słowa i unikania za nie odpowiedzialności, przywraca słowom całą ich moc
 i cały blask, opowiadając niezwykłą historię zwyczajnych i niezwyczajnych ludzi.

Dziękuję wreszcie za to, że otworzyła przede mną „tajemnicę światła”, rozjaśniając nieco szarość tworzącą „podszewkę świata".

Edyta Dębicka
moderator DKK w Filii nr 2 PiMBP w Oławie

Autorka za tą recenzję otrzymała I miejsce w konkursie "Dolnośląski Mistrz Recenzji"

czwartek, 26 listopada 2015

Ludzie kryją w sobie więcej, niż nam się wydaje...

– Posłuchajcie! Zaczynamy. Kiedy bajka się skończy, będziemy wiedzieli więcej, niż wiemy teraz... – tymi słowami 170 lat temu, pewien duński pisarz rozpoczął, tym razem nie inspirowaną folklorem lub tradycjami narodowymi, lecz będącą w całości wytworem jego nieskrępowanej wyobraźni baśń. Przyniosła mu ona ogromną sławę i weszła, jak parę innych do kanonu literatury dla dzieci. A całkiem niedawno amerykański autor, o podobnie nieograniczonej fantazji i wspaniałym warsztacie literackim wykorzystał tytuł tego klasycznego tekstu, nazywając swoją najnowszą powieść „Królowa śniegu”.

Michael Cunningham, bo o nim mowa, zdecydowanie nie potrzebuje podpierać się autorytetem Hansa Christiana Andersena, gdyż jego trwająca od trzydziestu blisko lat kariera ma się doskonale. Wydał (aż/tylko) siedem świetnie przyjętych powieści i zdobył wiele nagród literackich. Pisze artykuły prasowe i filmowe scenariusze, jako juror ocenia twórczość innych, a jako wykładowca uczy swoich następców na prestiżowych uczelniach. Ale co najważniejsze, nigdy nie zawodzi swoich wiernych fanów. Niestety, fani czasem zapominają, jakim pisarzem jest ich idol i na siłę próbują znaleźć w jego twórczości składniki fabuły lub techniki pisarskie, którymi on po prostu nie operuje.

Tak właśnie zachowałem się gdy, mniej więcej miesiąc temu, „Snow Queen” wpadła mi w ręce. Jak wariat zacząłem pochłaniać kolejne słowa, zdania i akapity. W iście sprinterskim tempie, bez jakiejkolwiek refleksji, a przede wszystkim bez chwili delektowania się próbką najświeższej twórczości laureata prestiżowego Pulitzera, dosłownie „przeleciałem” pierwsze sto stron. Desperacko szukałem jakiejś sensacji, skandalu, wątku kryminalnego, a może raczej czegoś... totalnie błyskotliwego, jakiegoś widocznego przebłysku geniuszu.

Opamiętanie przyszło gdzieś na... sto osiemnastej stronie i od tego momentu, już na spokojnie... „odpłynąłem”. Hmm..., muszę od razu zaznaczyć, że najnowsza książka Mister Cunninghama to nie jest dzieło wybitne. Ale bardzo „równe”, napisane w sposób wyważony, przemyślany i mające te wszystkie składniki, za które tego pisarza kochamy. Jest oczywiście obowiązkowy trójkąt. Tym razem rodzinny – dwóch braci oraz narzeczona/żona jednego z nich. Jest Nowy Jork, w którym rozgrywa się, prawie w całości, akcja „Królowej...” (i w którym na co dzień, w małym studiu na szóstym piętrze budynku w West Village, zamieszkuje Cunningham), jest sztuka, a właściwie rozterki twórcze pewnego niezbyt utalentowanego muzyka. No i jest nadająca tempo multinarracyjność, dzięki której mamy pełen ogląd akcji, jednoczesne na nią spojrzenie wszystkich bohaterów. Jest, nie tylko mentalna, fascynacja, zarówno hetero- jak i homoseksualna. Jest i śmierć. Są nawiązania do klasyki literatury; poza oczywistymi odniesieniami do dzieła Andersena, także do „Madame Bovary” Flauberta. Ale przede wszystkim w „Królowej śniegu” znajdziemy, przedstawione głównie za pomocą wewnętrznych monologów, perfekcyjnie wykreowane postacie (poza wspomniana trójcą jest jeszcze parę „satelitów”), charaktery teoretycznie najbardziej zwyczajne ze zwyczajnych, a jednocześnie osobowości o bogatym i skomplikowanym życiu wewnętrznym. I jak zwykle bohaterowie Cunninghama (prawie wszyscy) wzbudzają sympatię. Tym razem to Barrett, jeden z braci Meeksów zaskarbia sobie nasze najcieplejsze uczucia. Dlaczego? Chyba przede wszystkim dlatego, że mimo ogromnych możliwości intelektualnych wybiera życie... normalne. Mógłby osiągnąć wiele, np. zrobić karierę naukową, ale spełnia się... układając t-shirty (jest w tym mistrzem!) w sklepie z drogimi ciuchami. Nie znaczy to, że Barrett jest nudny, mało ambitny lub nieszczęśliwy. O nie! To wciąż facet inteligentny, o bogatym życiu wewnętrznym, pełen empatii i ciepła, kochający brata i jak każdy z nas mający problemy sercowe. I to właśnie jemu, na samym początku omawianej książki, przydarza się coś... totalnie niespodziewanego i nieziemskiego, coś, co całkowicie zmieni jego spojrzenie na świat go otaczający. Ale przecież każdy z nas marzy o odrobinie transcendencji...

O sile twórczości Michaela Cunninghama  może świadczyć chociażby fakt, że wydaniem „Godzin” (miała w tym swój udział także bardzo dobra adaptacja filmowa) doprowadził do powrotu zainteresowania twórczością Virginii Woolf oraz do ogromnego wzrostu sprzedaży jej najgłośniejszego dzieła „Pani Dalloway”. Ma on rozsiane po całym globie, stałe, niezmniejszające się grono wielbicieli.

Ale czy „Królowa śniegu” to najlepsza lektura, od której powinien zaczynać ktoś, kto dopiero wyrusza w podroż szlakiem twórczości Cunninghama? Być może nie. Chyba warto byłoby sięgnąć najpierw chociażby po genialny „Dom na krańcu świata” lub po osławione „Godziny”. Z takim aperitifem danie główne, czyli „Królowa...” może smakować tylko lepiej. I może po lekturze uda nam się to, co jest chyba najważniejszym przesłaniem tej książki. Może spojrzymy inaczej na naszych współziomków, na członków rodziny, przyjaciół,  a nawet na tych zupełnie nam obcych. Może znajdziemy w sobie nieco więcej empatii, a może zdobędziemy się na obdarzenie kogoś, kto tego być może właśnie bardzo potrzebuje, zupełnie bezinteresownym uśmiechem. Bo jak twierdzi nietuzinkowy protagonista z „Królowej Śniegu” Michaela Cunninghama - „LUDZIE KRYJĄ W SOBIE WIĘCEJ, NIŻ NAM SIĘ WYDAJE...”.

POST SCRIPTUM
W uzupełnieniu wyjaśnienie, tytułu powieści pochodzące od samego autora. Otóż słowo „snow”, oznaczające w języku angielskim śnieg, jest jednocześnie potocznym określeniem jednego z najpopularniejszych na świecie narkotyków. Królowa to oczywiście „queen”. A to miano używane jest, głównie za oceanem, do określania gejów. Oba te aspekty współczesnego życia obecne są również na kartach książki, którą wszystkim, zwłaszcza tym szukającym stonowanej, momentami baśniowej, ale przede wszystkim wymagającej i dojrzalej literatury, serdecznie polecam.

Arkadiusz Kowalski
DKK Bolesławiec

Autor za tą recenzję otrzymał II miejsce w konkursie "Dolnośląski Mistrz Recenzji".

wtorek, 24 listopada 2015

„7 dni” czyli powieść i poradnik w jednym

Do książki Eve Ainsworth dotarłam przez Młodzieżowy Dyskusyjny Klub Książki działający w Chojnowie. Po wyglądzie okładki stwierdziłam, że to kolejna powieść dla nastolatków, która opowiada jakąś historyjkę i po jej przeczytaniu nigdy nie sięgnę po nią po raz drugi. Jednak „7 dni” pozytywnie mnie zaskoczyło.
Główne bohaterki to Jess - szablonowa ofiara przemocy w szkole i jej dręczycielka Kez. Najciekawsze w tej książce jest to, że poznajemy mechanizm prześladowania nie tylko z perspektywy poszkodowanego, ale i gnębiciela. Świetny rys psychologiczny obydwu dziewczyn pokazuje nam co rodzi agresję, a co bierność. Ważny jest też opis ich życia i przyjaciół – ma wręcz diametralny wpływ na akcję i zrozumienie całej historii.
Uważam, że ta książka mogłaby stać się lekturą i to nie tylko dla młodzieży. Czasami wyciągnięcie wniosków z tej historii pomogłoby rodzicom w lepszym kontakcie z własnymi pociechami oraz umożliwiłoby im zapewnienie adekwatnej pomocy.
„7 dni” to tak właściwie ciekawie i zajmująco napisany poradnik dla ofiar, gnębicieli i ich bliskich, jak pomóc sobie i innym.
Mam nadzieję, że ta powieść stanie się bestsellerem i przeczyta ją jak największa liczba osób, ponieważ jest to bardzo potrzebne. W dzisiejszym świecie jest bardzo dużo możliwości dręczenia innych i niestety coraz więcej osób to wykorzystuje. Może ta lektura coś zmieni. Jednak nawet jeśli ktoś nie wyciągnie wniosków z utworu Eve Ainsworth to nic nie straci – przeczyta po prostu lekką, zajmującą książkę.

Izabela Wielgucka
ucz. kl. III  Gimnazjum nr 2 w Chojnowie,
Młodzieżowy Dyskusyjny Klub Książki w Chojnowie

Sąd nad Keren Walker, czyli IV Ogólnopolska Dyskusja Literacka

Od czterech lat Instytut Książki w Krakowie we współpracy z różnymi wydawnictwami organizuje w ramach programu „Tu czytamy” Ogólnopolską Dyskusję Literacką. Poprzednie edycje były skierowane do dorosłych klubowiczów Dyskusyjnych Klubów Książki. W tym roku Instytut i Wydawnictwo „Zielona Sowa” postanowili zaprosić do Dyskusji młodzież.
Dokładnie 8 października o godz. 17:00 ponad 400 osób z pięćdziesięciu wybranych młodzieżowych klubów z całej Polski, rozpoczęło dyskusję na temat książki Eve Ainsworth „7 dni”. Wśród tych szczęśliwców znalazł się i chojnowski MDKK.
„7 dni” nie jest to typową powieścią młodzieżową. Owszem, głównymi bohaterkami są czternastolatki, czyli Jess i Kez. Ale to przede wszystkim książka o przemocy, o jej ofiarach i o oprawcach.
Naszą Dyskusję, która odbyła się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Chojnowie, poprowadziła Zofia Łabuz - szkolny pedagog i trener komunikacji interpersonalnej w Powiatowym Zespole Szkół w Chojnowie. Spotkanie miało formę warsztatu. Wybranym osobom, które przeczytały książkę, zostały powierzone role bohaterów powieści. I dopiero wtedy rozpoczęła się debata – sąd nad Keren Walker.
Na początku prokurator odczytał akt oskarżenia. Były to fragmenty, w których poznaliśmy ofiarę - Jess. Następnie głos zabrał obrońca odczytując fragmenty przedstawiające oskarżoną oraz jej sytuację rodzinną.
W dalszej części przewodu sądowego obrońca powołał świadków: Kez, jej chłopaka, koleżanki i matkę Kez. Każda z tych osób starała się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego oskarżona tak postępowała, jaka była przyczyna nienawiści nastolatki, co ją popchnęło do takich zachowań.




Po wysłuchaniu zeznań, bezstronni sędziowie - w tej roli pani Ewa Wołoszyn i pani Magdalena Czapska -  wydali wyrok. Kez jest winna zarzucanej jej zbrodni: znęcania się nad Jess i próbę jej zabójstwa. Ale na jej obronę przemawia fakt, że sama była ofiarą przemocy. I dlatego wymiar kary jest łagodny - praca społeczna i terapia.
Z takim wyrokiem zgodzili się pozostali uczestnicy spotkania, którym taka formuła debaty bardzo się spodobała.



W dalszej części Dyskusji młodzież zachęcała do sięgnięcia po tę pasjonującą książkę. Według opinii klubowiczów, to dobra powieść, co więcej, powinna stać się lekturą szkolną. Jedną z jej zalet jest prosty i zwięzły styl. Innymi - ważna tematyka i przedstawienie środowiska młodych ludzi, takie jakie jest w rzeczywistości. Ciekawa okładka i dobre tłumaczenie to również mocne atuty książki Eve Ainsworth „7 dni”, które mogą przysporzyć jej czytelników.
Spotkanie, choć trwało dwie godziny, upłynęło nam bardzo szybko. Na zakończenie pani Zofia Łabuz otrzymała, jako pierwsza, dyplom honorowego członka Młodzieżowego Dyskusyjnego Klubu Książki.
Mamy nadzieję, że w przyszłym roku ponownie spotkamy się na Ogólnopolskiej Dyskusji Literackiej.

Anna Kopyra
moderator DKK ŁGARZ i MDKK w Chojnowie

poniedziałek, 23 listopada 2015

Spotkanie autorskie z Jolantą Szwalbe

W czwartkowe popołudnie (5 listopada) w sali przy Bibliotece Publicznej w Wąsoszu miłośnicy literatury spotkali się z entuzjastką życia, panią Jolantą Szwalbe, której jedno z życiowych mott brzmi: Nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu.
Jolanta Szwalbe jest łodzianką, autorką sześciu antologii cytatów. Jej książki mają inspirować do aktywności, dawać radość i nadzieję, a także wzmocnić wiarę w siebie. Pani Jolanta Szwalbe z pamięci cytowała sentencje ludzi pióra, nauki, kultury. Wymieniała Wiktora Hugo, księdza Twardowskiego, Urszulę Ledóchowską, Marka Aureliusza, Antoine de Saint-Exupery, Rabindranatha Tagore i wielu innych. Opowiadała o sobie, o twórczości, i o ludziach na których się wzoruje.   
Spotkanie miało charakter „Literackich Zaduszek” dlatego nasz gość najwięcej uwagi poświęcił myślom zawartym w swojej czwartej j książce pt. „Sekrety istnienia”. 
Podczas spotkania można było zakupić książki wraz z dedykacją autorki. 
Spotkanie odbyło się w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki „LITERKA” działającego przy naszej Wąsoskiej Bibliotece Publicznej. 

Elżbieta Poprawska
moderator DKK w Wąsoszu







piątek, 20 listopada 2015

Spotkanie Klubu Podróżnika w Dzierżoniowie

Tematem kolejnego spotkania w Klubie Podróżnika, które odbyło się 3 listopada była Mongolia. O tym niezwykłym kraju, jego bogatej historii i kulturze opowiadała Janina Piorun. Uczestnicy spotkania z zainteresowaniem obejrzeli prezentację i wysłuchali zajmującej i bardzo osobistej relacji z podróży do tego egzotycznego kraju, który zachwyca pięknem krajobrazów i przyrody. Uzupełnieniem prezentacji był film amatorski z podróży. Znalazły się na nim nie tylko urzekające krajobrazy i  zabytki, ale także relacje ze spotkań w gronie rodziny. Janina Piorun wyjechała do Mongolii by odwiedzić rodzinę swojej synowej. W prezentacji dużo miejsca poświęciła ludziom, ich życiu codziennemu i tradycjom. Mongołowie to wspaniali, gościnni, uśmiechnięci i niezwykle życzliwi ludzie, którzy kultywują dawne tradycje i zwyczaje, zarówno podczas świąt jak i w życiu codziennym. Dużym szacunkiem otaczają osoby najstarsze w rodzinie. Są też bardzo przywiązani do swojej tradycyjnej kuchni, w której podstawą jest mięso, głównie baranina. Bardzo lubią ucztować w gronie rodzinnym. Janina Piorun pięknie snuła swoją opowieść o ludziach, o urzekających miejscach i imponujących zabytkach. Uczestnicy spotkania słuchali oczarowani, zasypując prelegentkę mnóstwem pytań. Na zakończenie spotkania był jeszcze czas na osobiste rozmowy. Na kolejne spotkanie w Klubie Podróżnika zapraszamy 1 grudnia.

Urszula Jaros
moderator DKK w Dzierżoniowie





czwartek, 19 listopada 2015

"Historyczne" spotkanie w kłodzkiej Bibliotece

26 października 2016 roku na zaproszenie "Dygresyjnego" Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy Bibliotece przyjechała Elżbieta Cherezińska - autorka powieści historycznych. Było to spotkanie od dawna oczekiwane; na nasze szczęście autorka odbywała objazd bibliotek Dolnego Śląska, więc mogła gościć i u nas.
W miłej atmosferze, wśród wiernych fanów – nie tylko z Kłodzka - pani Elżbieta opowiadała zarówno o powieściach już napisanych ("Legion", "Gra cieni"), jak i tych, które dopiero są w planie. Zaintrygowanej publiczności autorka zdradziła, że przygotowuje się do napisania powieści o Świętosławie. Jak mówiła, w polskiej literaturze bardzo brakuje dobrze opowiedzianej historii o geniuszu i wielkości polskich kobiet, a siostra Bolesława to jedna z najjaśniejszych pereł w tym zbiorze.



Pani Elżbieta uchyliła rąbka tajemnicy, i zdradziła zafascynowanym słuchaczom również tajniki swojego warsztatu: opowiadała o wielomiesięcznych poszukiwaniach materiałów źródłowych, godzinach poświęcanych na ich studiowanie, konsultacje z historykami (sama z wykształcenia jest teatrologiem), wreszcie o swoim "nawigatorze" – skonstruowanym przez nią samą narzędziu, pozwalającym na odnalezienie się w bogatym, skomplikowanym świecie minionych zdarzeń i sensacyjnych akcji.
Bez wątpienia Elżbieta Cherezińska jest dziś polską królową powieści historycznej. Indywidualne historie bohaterów i wielka historia splatają się nieustannie w jej książkach. Oba elementy mocno przykuwają uwagę dziesiątek tysięcy wiernych czytelników, którzy nie mogą się oderwać od – często liczących po 800 lub więcej stron – powieści.

A.N.C

środa, 18 listopada 2015

Stan wyjątkowego relaksu, czyli o spotkaniu z Agatą Bizuk

„Dziś mija dokładnie 9 lat mojej emigracji. We Wrocławiu był upał, świeciło piękne słońce, a lot nawet tanimi liniami, był wydarzeniem. W Irlandii deszcz padał poziomo, wiało, a oczekiwania z zetknięciu z rzeczywistością nasuwały jedyną myśl: <>. Od tego czasu zmieniło się wiele, choć czasami odnoszę wrażenie, że nic się nie zmienia. Jedyną stałą okazała się pogoda - tak samo parszywa jak 9 lat temu. Dziś mam jeszcze więcej powodów, żeby nie wracać do kraju i na pewno nie byłabym w stanie spakować całego dobytku do jednej, 15-kilogramowej walizki…” Takim słowami umieszczonymi na facebookowym profilu rozpoczęła spotkanie autorskie Beata Wiciak, w piątek 23 października z Agatą Bizuk, wałbrzyszanką, która kilka lat temu wyemigrowała do Irlandii, a tam po wypadku w fabryce żelków, napisała dwie książki: „Piątek trzynastego” I „Narzeczona z Second-Handu”.


Agata Bizuk opowiedziała o powodach, które zdecydowały o tym, że w 2006 r. młoda dziewczyna po studiach spakowała swój dobytek i udała się w stronę Zielonej Wyspy. Dowiedzieliśmy się o życiu z dala od bliskich, o powodach, dla których postanowiła „tam” zostać (może i na zawsze), pomimo trudnych początków i ciężkiego życia. Tego wieczoru mogliśmy się dowiedzieć dlaczego nasz gość nie lubi Dublina i jak postrzega Wałbrzych z perspektywy lat.
Spotkanie zgromadziło sporą ilość młodych ludzi (głownie licealistów ze Świebodzic z nauczycielką języka polskiego panią Ireną Horbaczewską), chociaż nie zabrakło  czytelników w średnim i starszym wieku. Autorka odniosła się do treści swoich książek, zdradzając, że wiele z opisanych sytuacji miało swoje miejsce w rzeczywistości oraz zgadzając się ze stwierdzeniem, że jej książki to „czytadła”, przy których można odpocząć, zrelaksować się i pośmiać. Jednak pod pozorami lekkości poruszane zostają poważne problemy z życia młodych: wątek migracji zarobkowej, tęsknoty za krajem, przyszłości młodego pokolenia dostępności narkotyków bądź gloryfikowania seksu w wieku 16- 17 lat, jako dowodu bycia „cool” i „trendy” .







Agata Bizuk okazała się niezwykle sympatyczną i kontaktową osobą. Onieśmielona sporą ilością czytelników, z każdą minutą czuła się coraz lepiej w naszej bibliotece i ze szczerością i wzruszeniem (gdy wracała wspomnieniami do „początków” za granicą) odpowiadała na zadawane pytania.
Piątkowe spotkanie było dla wielu miłym wprowadzeniem w stan weekendowego relaksu. Czytelnicy po zakończeniu rozmowy z autorką wypożyczyli jej książki, co świadczy o pozytywnym jej odbiorze. Nasz gość zapowiedział podjęcie pracy nad trzecią powieścią o trudnym pogodzeniu macierzyństwa z dala od bliskich i ich pomocy na jaką można liczyć będąc rodzicem w kraju. 





Obdarowana przez dyrektor instytucji Małgorzatę Grudzińską książkami o Świebodzicach oraz słodyczami z rodzimej fabryki spotkanie dobiegło końca, a Agata Bizuk poproszona o pamiątkowe fotki pozowała do zdjęć oraz umieściła wpis w kronice bibliotecznej.

Beata Wiciak
moderator DKK w Świebodzicach





wtorek, 17 listopada 2015

Uroczyście i nostalgicznie w DKK w Świebodzicach

Uroczysty charakter miało wrześniowe spotkanie w Dyskusyjnym Klubie Książki w Świebodzicach. 17.09.15 żegnaliśmy panią Halinkę Lipińską, długoletnią czytelniczkę oraz klubowiczkę, która następnego dnia wyjeżdżała na stałe, na drugi koniec Polski. Dyrektor instytucji Małgorzata Grudzińska podziękowała za te wszystkie lata i bliski kontakt z biblioteką, za śmiałe, ale zawsze życzliwe uwagi skierowane w stronę placówki, dzięki czemu byliśmy w stanie spełniać oczekiwania naszych użytkowników. Nie był to jedyny powód do wspomnień tego dnia, bowiem 25-lecie pracy bibliotekarskiej obchodziła moderatorka DKK Beata Wiciak, co było pretekstem, by wymienić się uwagami, jak bardzo zmienił się charakter pracy w bibliotece przez ostatnie ćwierć wieku.






Po tak nastrojowym wstępie przeszliśmy do owocnych rozmów o książkach. Od ostatniego spotkania minęły 4 tygodnie i był to czas, kiedy klubowicze czytali rekomendowane książki. Różnobarwna gama proponowanych pozycji sprawiła, że wypowiadane opinie charakteryzowały się interesującymi spostrzeżeniami. Klubowicze dzielili się zarówno wrażeniami po lekturze o Agnieszce Osieckiej (Ula Ryciak: „ Potargana w miłości”) jak i Małgorzaty Halber „Najgorszy człowiek na świecie”, traktującej o problemach trzydziestoletnich ludzi, którzy wtrąceni w machinę „wyścigu szczurów”, nie wytrzymują narzuconego tempa życia, a stresy i frustracje topią w alkoholu. Odczytane fragmenty książki wprawiły w przerażenie, gdyż młodzi ludzie, zamiast cieszyć się życiem, są już po ciężkich przejściach, terapii i próbach zerwania z nałogiem. Inni mówili o książce „Mała zagłada” Anny Janko, zwracając uwagę na fakt, że tak mało wciąż jest pozycji książkowych poruszających tematykę ludzi z Zamojszczyzny w okresie II wojny światowej, którzy przeszli nie mniejsze piekło niż np. warszawiacy. Szczególnie polecaną książką, która wzbudziła największe zainteresowanie stała się ta, napisana przez Annę Wojtachę „Zabijemy albo pokochamy”. Ten żywy obraz naszych wschodnich sąsiadów, utkany z różnorakiej mozaiki emocji o obyczajowości, mentalności i sposobie odnajdywania się obecnych czasach wywołał żywą dyskusję na temat trudnego życia Rosjan.
Na zakończenie, klubowicze doskonale przygotowani do spotkania złożyli swoje propozycje książek, które chcieliby przeczytać i dyskutować na kolejnych DKK. Wśród proponowanych pojawiły się m.in.: „Cynkowi chłopcy” Swietłany Aleksiejewicz, „Narzeczona Schulza” Agaty Tuszyńskiej, „Białe walce” Jana Nowickiego, czy „Joseph” Marie-Helene Lafon.

Beata Wiciak
moderator DKK w Świebodzicach