wtorek, 14 lipca 2015

Było, minęło, czyli w jaki sposób przeszłość wpływa na nasze życie

Zdarza mi się, ostatnio coraz częściej, rozmyślać o roli pamięci w życiu moim i innych? Czy można mówić o obiektywnym zapamiętywaniu wydarzeń, sytuacji, ludzi i ich zachowań? Jeżeli tak, to dlaczego w umysłach wielu osób te same fakty zapisują się inaczej? Wystarczy zapytać kilku świadków wypadku drogowego, co widzieli, aby przekonać się, że obserwując to samo zajście, zrelacjonują je w zupełnie różny sposób.
Drugą głęboko nurtującą mnie sprawę stanowi związek między pamięcią i tożsamością człowieka, a dokładniej rzecz ujmując, rozmyślam, czy sposób, w jaki nosimy w sobie wydarzenia z przeszłości, ma wpływ na to, jacy jesteśmy obecnie. Poszukując wyjaśnienia, wróciłam do Freuda, przeczytałam książkę Ewy Woydyłło „Dobra pamięć, zła pamięć”, a także papieską encyklikę”Pamięć i tożsamość”. Dogłębna lektura wymienionych wyżej pozycji pomogła mi utwierdzić się w tym, co wyraźnie przeczuwałam wcześniej. Tak, nasz  osobisty sposób zapamiętywania wczorajszych wydarzeń z naszego życia buduje indywidualność każdego z nas, decydując o jakości relacji z bliższym i dalszym otoczeniem.



Bohaterka powieści Patricka Modiano „Perełka” – bardzo młoda dziewczyna – całą swoją przeszłość zapamiętała źle. Czytelnik odnosi wrażenie, że w jej minionym życiu nie wydarzyło się nic ciepłego, w związku z czym nie przechowała we wspomnieniach ani jednej warstewki miękkiej materii, którą mogłaby się otulić w chwilach rozpaczy, co mogłoby ochronić ją przed ostatecznym załamaniem. Perełka nie umie odnaleźć w swojej egzystencji sensu, nie potrafi do nikogo się zbliżyć, nie mówiąc już o nawiązaniu przyjaźni czy chociążby znalezieniu chwili spokoju. Jest permanentnie zalękniona, nerwowa i niezorganizowana. Po prostu kopczyk nieszczęść. Co prawda, w jej udręczone istnienie wkradnie się nikły promyk nadziei, ale czy poprowadzi on ją w dobrym kierunku i czy jego moc przyniesie oparcie, dające możliwość przetrwania w świecie odczuwanym przez dziewczynę jako jedno wielkie zagrożenie? Tego oczywiście nie wiadomo, ale uważam taki optymizm za przedwczesny.


Prawdę mówiąc, odnoszę wrażenie, że zamysł kompozycyjny pisarza polega na dostarczaniu odbiorcom coraz większych dawek niewiedzy. Autor ilustruje powszechnie znaną ale chyba nie do końca uświadamianą sobie przez nas prawdę psychologiczną, która mówi, że zdobycie o człowieku wiedzy pewnej i niebudzacej wątpliwości to zadanie nie tyle karkołomne, co po prostu niemożliwe do wykonania. Każda odpowiedź rodzi nowe pytanie i proces ten powtarza się bez końca.


Modiano stworzył powieść skrajnie minimalistyczną, oszczędną w słowach, w której ogrom problemów narasta z każdym kolejnym zdaniem. Pisarz świadomie komplikuje wątki, podkreśla wszystkie niespójności w relacjach bohaterów, ukazując gąszcz, z którego chyba nie ma wyjścia.


Podsumowując, stwierdzam, że mnie osobiście ten pomysł penetrowania ukrytych zakamarów ludzkiej psychiki niezbyt odpowiada. Dlaczego? Chyba z powodu języka. Myślę, że o trudnych problemach nie można mówić zbyt jasno w obawie przed ich uproszczeniem. Nie mogę jednakże nie zauważyć dużego taktu pisarza oraz delikatności, z jaką podchodzi do najczulszych i najmroczniejszych obszarów naszej świadomości i nieświadomości. Trudno mi się oprzeć wrażeniu, że, być może, pragnie w ten sposób zwrócić czytelnikowi uwagę na powszechnie panującą konwencję mówienia o innych pełną jednoznacznych ocen, ortodoksyjnych sądów i bezrefleksyjnych, ale jakże zdecydowanie wyrażanych przekonań. Ciekawe, czy moje  odczucia zawierają w sobie ziarno słuszności ?

Zuzanna Mróz
klubowiczka z DKK w Bolesławcu

fot. Ewa Rosińska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz