poniedziałek, 13 lipca 2015

Czy Bóg umarł?

Holocaust, ludobójstwo, zagłada to problemy tak często poruszane przez współczesnych pisarzy, historyków i dokumentalistów, iż mogłoby się wydawać, że kolejna książka na ten temat niczym nie zaskoczy zainteresowanego wspomnianą problematyką czytelnika. No bo cóż jeszcze można dodać do reportaży Hanny Krall, opowiadań Idy Fink, Malowanego ptaka Jerzego Kosińskiego czy Medalionów Zofii Nałkowskiej? A jednak okazuje się, że można i to jak! Trzeba tylko mieć błyskotliwy koncept i wymyślić formę dla przekazania znanych treści. Należy także umieć zabawić się tą formą ( określenie jak najbardziej właściwe) tak, aby wciągnąć odbiorcę do gry, z której, mimo narastającej grozy, przerażenia i obrzydzenia zarazem, nie będzie chciał wyjść, lecz, na własne życzenie, pozostanie w niej i dotrwa do końca, choćby konsekwencje tej decyzji miały go zgnieść.

Jachym Topol – czeski pisarz średniego pokolenia - jest perfekcjonistą w kreowaniu literackiego teatru grozy. Litość (dla czytających) jest mu obca, okrucieństwo i dosadność w ukazywaniu ludzkiej pychy i braku skrupułów tam, gdzie chodzi o pieniądze i sławę, nie zna granic, a jednak powieść Warsztat diabła (tytuł jak z bajki!) w żadnym fragmencie nie ociera się o tanią sensację i banał. Groteskowa opowieść rozwijana przez młodego, niewykształconego i pewnie dlatego tak prostolinijnego człowieka, który chyba nie do końca ma świadomość, o czym mówi, tworzy klimat groźny i śmieszny zarazem. Groźny, bo robienie biznesu na zagładzie nie jest czynem, z którym nasza świadomość może się zmierzyć bez oporów. Wręcz przeciwnie – oburzamy się i potępiamy każdego, kto ośmieli się  spokojnie przyjąć do wiadomości fakt, że ktokolwiek wzbogacił się na ofiarach ludobójstwa (wystarczy przypomnieć histeryczne reakcje na pracę Jana Tomasza Grossa Złote żniwa). Śmieszny właśnie dlatego, że narratorem jest człowiek niewykształcony, który w rzeczowy i pozbawiony dystansu sposób snuje opowieść o tym, jak z miejsca pamięci, jakim niewątpliwie jest dawny niemiecki obóz zagłady w czeskim Terezinie, stworzono ośrodek biznesu i rozrywki o międzynarodowej renomie.

Omawiana formuła utrzymuje się właściwie w pierwszej części utworu, której akcja rozgrywa się w Czechach, bowiem w części drugiej, kiedy miejscem wydarzeń staje się Białoruś, czuć już tylko grozę. Coraz trudniej wytrzymać, coraz ciężej oddychać. Połączenie człowieczej podłości, chciwości i braku elementarnych ludzkich odruchów mówią nam, że oto koniec świata nastąpił.  Apokalipsa staje się już, a żadne gromy nie nadchodzą. W tym świecie Boga nie ma, bo albo oniemiał, albo umarł, widząc, do czego zdolny jest ten, którego stworzył na swój obraz i podobieństwo.

Z każdym zdaniem opowieść zagęszcza się, ciemność, zaduch i brzydota osaczają, nie pozwalając przeniknąć choćby najskromniejszemu promykowi nadziei. Atmosfera robi się ciężka, oniryczna, oddzielenie jawy od sennego koszmaru staje się niemożliwością. A kiedy wreszcie następuje, długo oczekiwany, koniec gry, czytelnik spada na dół wraz z bohaterami. Upadek to ciężki i bolesny. Siniaki i zwichnięcia nieprędko się zagoją i prawdopodobnie niejednego z nas dopadnie bezsenność  (ze strachu przed ewentualnością powrotu do „zabawy”, do której zaprosił nas przewrotny Czech). Myślę, że to dobrze, bo mimo iż bezsenność sama w sobie jest nieznośnie uciążliwa, ma również nieco mniej złe oblicze (wiem o tym na pewno, ponieważ dane mi go było doświadczyć). Zmusza na przykład do przemyśleń o wartości i sensie kultury, każe przewartościować pojęcia kultura wysoka i kultura masowa. Czy w ogóle można je jeszcze rozdzielić? Czy w świecie, w którym żyjemy, możliwe jest rozdzielenie pojęć jasność i ciemność, piękno i brzydota, wartościowe i byle jakie, rozumne i głupie?

Według mnie omawiana książka właśnie o tym mówi, stając się tym samym ostrzeżeniem przed rzeczywistością, w której zanikną wartości, zabraknie nienaruszalnego podziału między sferą dobra i zła oraz wolności i rozpasania. Bez jasnego systemu wartości człowiek stanie się istotą techniczną, bezosobową: homo faber, homo economicus, homo sovieticus, przestanie natomiast być jednostką wrażliwą, czującą.
Myślę, że groteskowa powieść Topola odkrywa przed nami  wyrafinowaną refleksję na temat aroganckiego humanizmu współczesnych ludzi oraz jego przerażających, lecz wysoce realistycznych konsekwencji. Oby nie dane nam było ich doświadczyć.

Zuzanna Mróz
klubowiczka z DKK w Bolesławcu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz