czwartek, 9 lipca 2015

Snuj się, snuj, historio!

Słowo snuć budzi we mnie miłe odczucia. Wprawdzie jego słownikowa definicja nie jest szczególnie przyjazna, mówi bowiem o powolnym i długim, czyli w sumie nudnym, opowiadaniu bajki lub gawędy. Kiedy mówimy snuć się, myślimy o ślamazarnym, bezcelowym przemieszczaniu się z kąta w kąt. Ale możemy też powiedzieć, że coś snuje się nam po głowie, mając na uwadze wymyślanie czegoś, intensywną koncentrację na czymś, z czego może zrodzić się twórczy, niezwykły pomysł, który zaskoczy wszystkich.
Opowiadania Josefa Škvorecký'ego ze zbioru Historia Kukułki snują się we wszystkich powyższych znaczeniach. Spośród kilku definicji przywołanego słowa nie pasuje do nich tylko jedna: nuda, ponieważ takie z pewnością nie są. Wręcz przeciwnie – tchną zaskakującą świeżością i to wcale nie dlatego, że autor opowiada o rzeczach niezwykłych, wzbudzających sensację lub nieobyczajnych. Wręcz przeciwnie – to właśnie codzienność, zwyczajność i powszedniość życia są materią, z której wysnuwa swoje historie. Lecz, paradoksalnie, codzienność to niezwyczajna, ponieważ, czytając np. kartki z dziennika zatytułowanego historia z fotografiami, List p. Rudolfa Kratkiego, hurtownika z K. do p. Edwarda Tłustego, hurtownika z B. lub z życia dzisiejszej młodzieży, uświadamiamy sobie, że owszem, to wszystko prawda, ale jakaś taka dyskretna, nieco wstydliwa, której nie eksponujemy, mając jednocześnie świadomość,że stanowi ona istotną część naszego życia i jest dla nas ważniejsza od wszystkich oficjalnych wizerunków. Wszak na zewnątrz zawsze występujemy w masce. Inni dorabiają nam gębę i widzą nas dokładnie tak, jak chcą, a nie jak chcielibyśmy my sami. Zatem jeżeli kiedykolwiek jesteśmy sobą, ma to miejsce wyłącznie w chwilach intymnych, kiedy wydaje nam się, że nikt nas nie podgląda. A ponieważ zachowujemy się wówczas, delikatnie mówiąc, niekonwencjonalnie i często bywamy niegrzeczni, nic dziwnego, że nie chcemy się tym chwalić przed światem. Wzmiankowane wyżej opowiadania to humorystyczne kartki z pamiętnika  i list, ale charakter pozostałych jest zupełnie odmienny: od dramatycznego, niemal tragicznego (Rebeka), poprzez sensacyjny (Mała praska Mata Hari, Różowy szampan czy tytułowa Historia Kukułki), prześmiewczy (Kohn reakcjonista, Zgłoszenie wynalazku Urzędowi Patentowemu CSRS), po sarkastycznie krytyczny (Pieśń zapomnianych lat).
Wszystkie stanowią spójną całość, tworząc panoramę egzystencji zwykłych ludzi w państwie komunistycznym, ukazanej z różnych perspektyw. Każda z opowieści skupia się na jednym aspekcie życia w tym ustroju, stanowi złowrogi obrazek rodzajowy, a wszystkie razem tworzą złożony obraz funkcjonowania przedstawicieli wszystkich grup społecznych: od środowisk młodzieżowych, poprzez kupiecko – handlowe, artystyczno – prominenckie, wojskowe, aż po osoby z półświatka i marginesu społecznego oraz takie, które, ze względu na swoją odmienność, nie mają miejsca w świecie.
Tematy tych swoistych gawęd nie są szczególnie frapujące z powodu codzienności, którą każdy z nas zna, ale z tytułu  ukazania wyjątkowości warunków – wytworów systemu i absurdów z niego wynikających. Ten układ rządzi się swoimi prawami, ingeruje we wszystkie sfery życia, formuje nowego człowieka o zmienionej świadomości i minimalizuje wszystko, co ważne. Pesymizm i brak nadziei krzyczą z każdej strony.
O literaturze czeskiej zazwyczaj mówi się jako o pogodnej, rubasznej i, na swój sposób, hedonistycznej. Czechów postrzegamy jako ludzi pogodzonych z życiem, zdystansowanych, o dużym poczuciu humoru.  Być może jest to prawda, ale opowiadania Škvorecký`ego przeczą temu` mam wrażenie, stereotypowemu wizerunkowi, portretując zupełnie innych bohaterów. Jowialni i zadowoleni też się, oczywiście, pojawiają, ale w większości są to ludzie smutni i niespełnieni, którzy się dosłownie snują zamiast żyć. Natomiast sposób opowiadania o ich odczuciach zaciekawia o wiele bardziej niż oni sami. Jest bowiem ciepły, ale niesentymentalny, dosadny, a zarazem jakoś niewytłumaczalnie subtelny, niekiedy mroczny i tajemniczy, jednak bez przerysowań i tanich efektów. Styl pisarza i pół- lub nawet ćwierćuśmiech towarzyszący przekazowi powodują, że czyta się jego historie z uczuciem  przyjemnego, mimo wszystko, rozluźnienia, które towarzyszy nam zawsze w trakcie spotkania z kimś, kto nas rozumie. A kimże innym winien pozostawać dobry pisarz?

Zuzanna Mróz
klubowiczka z DKK w Bolesławcu  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz