czwartek, 14 maja 2015

Czytajmy nie tylko od święta

Zacznę od pytania retorycznego: czy może być lepszy sposób świętowania Międzynarodowego Dnia Książki niż (umiarkowanie aktywne, ale jednak) uczestniczenie w spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki? Ja osobiście nie mogłem znaleźć się w lepszym miejscu i gronie, aby oddać prywatny hołd tej nieco wymagającej, ale jednocześnie oddającej z nawiązką, kulturalnej formie spędzania czasu.


Głównym tematem spotkania dwudziestego trzeciego kwietnia była „Wyspa łza” – ostatnia powieść Joanny Bator. Ta znana polska pisarka posiada zarówno grono zagorzałych wielbicieli jak i przeciwników. Wspomniany podział panował również, od początku do końca ponad dwugodzinnej dyskusji, wśród zgromadzonych w małym i funkcjonalnym pomieszczeniu biblioteki miejskiej. „Wyspa łza” to nietypowa pozycja w dorobku zdobywczyni nagrody Nike za 2013 rok. Nietypowa, bo jak przyznaje pisarka - najbardziej autobiograficzna. Przy okazji elektryzującej podróży śladami zaginionej w 1989 roku Amerykanki Sandry Valentine, autorka odkrywa, czasami bardzo intymne, szczegóły swego życia oraz meandry własnego warsztatu literackiego. Interesującym uzupełnieniem historii toczącej się na egzotycznej Sri Lance są malownicze (głównie czarno-białe) zdjęcia Adama Golca. Jak zgodziły się uczestniczki spotkania „Wyspa łza” nie jest lekturą dla każdego. Można się w niej, że użyję hydrologicznych metafor, zanurzyć kompletnie od pierwszej strony, a można również... zostać wyrzuconym na brzeg już po paru kartkach. Sama pisarka tak pisze o swojej książce: „Nie ma co liczyć na klasyczną autobiografię, ani na historię detektywistyczną, ale wycisnę z miąższu rzeczywistości samą esencję prawdy i doprawię ja zapachem cynamonu...”. Żeby to jednak wszystko „naocznie” sprawdzić trzeba sięgnąć po tę wspaniale wydaną pozycję. A podyskutować o niej i innych interesujących publikacjach zawsze można, uczestnicząc w kolejnych spotkaniach Dyskusyjnego Klubu Książki Miejskiej Biblioteki Publicznej przy ulicy Sądowej, które jak zawsze są otwarte dla każdego.




Comiesięczne spotkanie DDK to jednocześnie nieformalny mityng grona dobrych znajomych, ale co najważniejsze: przesiąknięte miejscami burzliwą i ciekawą dyskusją, zebranie prawdziwych entuzjastów, a przede wszystkich entuzjastek (wstyd panowie!) czynnego pochłaniania słowa pisanego. Na marginesie – przed spotkaniem klubu wybrałem się do jednej z bolesławieckich księgarń, gdzie dowiedziałem  się, że „ludzkość” wcale nie kupuje więcej książek z okazji ich święta. Niedobrze... Pozostaje mi więc skromny, prywatny apel: Bolesławianie, przejdźmy razem do czynnego wspierania czytelnictwa, wypożyczajmy, kupujmy, ale przede wszystkim czytajmy książki!

Arkadiusz Kowalski
klubowicz z DKK w Bolesławcu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz