poniedziałek, 25 listopada 2013

Piękno i groza polskiej jesieni

Powieść Jana Józefa Szczepańskiego Polska jesień, choć powstała niedługo po II wojnie światowej, wciąż stanowi najbardziej wiary-godną i najpełniejszą literacką relację o kampanii wrześniowej. Zdanie o podobnej treści przeczytałam na stronie internetowej, na której zamieszczono recenzje i opisy utworów tego autora. Czy jest ono prawdziwe – nie wiem, ale na pewno książka zaciekawia swoją treścią i zachwyca pięknem stylu i języka. Szczepański potrafi precyzyjnie a jednocześnie poetycko opisywać zjawiska i ludzi, oddawać nastroje oraz malować obrazy, które długo pozostają w pamięci. Robi to na przykład tak: Ciemność popękała jak stary lakier i wśród gąszczu ciągnących się nad drogą sadów prześwitują kręte szczeliny perłowej szarości. Albo tak: Dzień dopalał się z ogromna przesadą barw i blasków. Bagienne łąki otwierające się przed nami szerokim pasem, dymiły złotawym światłem, w którym rozciągnięte jak struny cienie drzew ważyły się pochyłe coraz większe, muskające już swymi końcami skraj mostku. Ten sposób pisania uwodzi mnie, gdyż zawiera w sobie bogactwo słów i różnorodność środków, nie pozwalając sobie przy tym na nadmierną rozlewność i zbytni emocjonalizm. Opisy Szczepańskiego, choć krótkie, są tak plastyczne, że czytelnik od razu widzi w wyobraźni trud żołnierza maszerującego wiele dni w upale, nie bardzo wiedząc dokąd i po co idzie, wszelkie uciążliwości z tą wędrówką związane, przegrane bitwy, głód, zabitych i rannych z pokiere-szowanymi ciałami, rozpacz z powodu kapitulacji, oddanie się do niewoli i ucieczkę z niej...
Polska jesień to relacja pamiętnikarska, której autor – dwudziestoletni Paweł Strączyński (w rzeczywistości sam autor) - zostaje powołany do wojska pod koniec sierpnia 1939. Na początku nikt nie wie, o co chodzi. W jednostce panuje chaos i bezwład. Nic się nie dzieje. W końcu pada rozkaz wymarszu. Dokąd i w jakim celu – nie wiadomo, ale podobno ma nastąpić koncentracja wojsk. I tak dalej, i dalej... wojna snuje się leniwie. Do czasu.
Paweł Strączyński ma cechy perfekcjonisty, zatem jego pamiętnik to zestaw rzetelnie uporządkowanych notatek. Szczegółowo zapisuje swoje przeżycia i obserwacje, nie pomijając nawet nieistotnych z pozoru wydarzeń czy zachowań ludzkich. Przebieg bitwy dokumentuje z taką dokładnością, że nawet niezbyt wrażliwy czytelnik z przerażeniem odczuje grozę i zło wojny. Raz utrwalony obraz przesuwa się przez myśl jak film oglądany w zwolnionym tempie. Na przykładzie Pawła można prześledzić rozwój młodego człowieka – wychowanka szkoły okresu międzywojnia, w której wpojono mu romantyczny stosunek do ojczyzny i etosu żołnierza. Łatwo zauważyć, że dla ówczesnej młodzieży, o rodowodzie inteligenckim i  nastawieniu silnie patriotycznym, walka o Polskę była czymś w rodzaju imperatywu kategorycznego, z którym się nie dyskutuje. Niektórzy z tych młodych ludzi na początku traktują wojnę jak przygodę, ale z czasem, doświadczając jej okropieństw, tracą nie tylko zapał, ale wręcz poczucie sensu tego, co się wokół dzieje. Trwają jednak w postawie wyprostowanej, gdyż poczucie obowiązku i honor żołnierski nie pozwalają im ani się poddać, ani tym bardziej uciec ze skazanego na klęskę pola chwały.
Z jednej strony książka Jana Józefa Szczepańskiego ukazuje liczne słabości wojska polskiego nieprzygotowanego do prowadzenia wojny ze świetnie uzbrojonym agresorem i źle dowodzonego, ale z drugiej wzrusza, kiedy obserwujemy honorową postawę żołnierzy, ich autentyczny żal z powodu klęski i wysokie morale.
Jednakże znakomity autor w swoim utworze pokazuje jeszcze inny problem natury etycznej, który uniwersalizuje jego przesłanie. Mianowicie interesują go procesy, jakim podlegają ludzie żyjący w skrajnych warunkach, permanentnie narażeni na utratę życia – jak jego bohaterowie – i najczęściej zmuszeni przez okoliczności do popełniania złych uczynków.  Postacie, które powołał do życia to nie są ludzie sympatyczni, bywają okrutni, z pogardą odnoszą się do innych, zwłaszcza obcych, miewają antysemickie poglądy i cechuje ich brutalność. Jednocześnie ci sami ludzie na polu bitwy stają się bohaterami. Ten swoisty dualizm postaw fascynuje pisarza, który ostatecznie źródło zła widzi nie tylko w warunkach zewnętrznych, ale i w samym człowieku. Wciąż trzeba być czujnym i mieć świadomość zagrożenia, ponieważ jeśli się z tego zwolnimy, z pewnością ulegniemy złu. Chciałoby się powiedzieć: Conrad wiecznie żywy.

Cały mój stosunek do faszyzmu i do wojny skrystalizował się na tej zasadzie. Na zasadzie nie-dającej się zagłuszyć obawy, że grozi nam nie tylko fizyczna porażka, ale i zarażenie, że nawet w zwycięstwie możemy okazać się nie dość odporni
Jan Józef Szczepański

Zuzanna Mróz
klubowiczka z DKK w Bolesławcu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz