piątek, 13 grudnia 2013

Czy ja na pewno czytałam ta samą książkę co wszyscy? - recenzja książki "Rebeliant" Marie Lu

Główny motyw książki – kryminalista „no name” vs. detektyw istny geniusz mili-tarny. Mimo, iż hasła na okładce nie krzyczały: DLA FANÓW IGRZYSK ŚMIERCI to od samego początku i tak wiedziałam swoje. Powieści postapokaliptyczne nie zawsze, ale w większości dotyczą tego samego. Można zmieniać postacie, miejsce akcji oraz w inny sposób przed-stawić przyczyny oraz skutki wydarzeń. Jednak dla mnie są to tylko niewielkie kosmetyczne zmiany.
Po raz kolejny (setny?) przenosimy się do Stanów Zjednoczonych, a dokładniej na ich zachodnie wybrzeże, gdzie Republika toczy odwieczną wojnę ze swoimi sąsiadami - Koloniami. Piętnasto-letnia June, urodzona w elitarnej rodzinie w jednej z najlepszych dzielnic w mieście, jest wojskowym geniuszem. Posłuszna, pełna pasji i oddana ojczyźnie jak możemy przeczytać w opisie książki. Piętnastoletni Day, urodzony w slumsach, jest najbardziej poszukiwanym przestępcą, jednak motywy jakie nim kierują to zupełnie inna sprawa.



Oszałamiająca pierwsza powieść Marie Lu, pełna akcji, napięcia i romansu, bez wątpienia wciągnie i poruszy każdego czytelnika. Pytanie numer jeden odnośnie tekstu napisanego kursywą. Gdzie jest ta opowieść pełna akcji i napięcia? Lubię książki, w których akcja jest wartka, trzyma w napięciu i prowadzi do zaskakującego punkty kulminacyjnego. Niestety w tym wypadku jedyne napięcie jakie odczuwałam przez większość czasu odnosiło się do intensywnego myślenia o tym, że mój egzemplarz jest wybrakowany lub ktoś wyrwał z niego kartki. Akcja była, a raczej udawała, że gdzieś tam jest. Niestety zanim poczułam jej jakże „wciągające” działanie, cóż… książka się skończyła. W tym wypadku nie jest to jednak nic pozytywnego. Cały czas odnoszę wrażenie, że przeczytałam bardzo kiepskie streszczenie pewnej historii, a nie jej pełnowymiarową wersję.

Pełna romansu? Ten moment książki musiałam przeoczyć, albo w zupełnie inny sposób rozumiem te słowa. Może spowodowały to ostatnio przeczytane książki, które były wręcz nim przesycone. Nie mam pojęcia. Zgadzam się, że między bohaterami powstała pewna więź – taki fundament pod przyjaźń. Jednak znów zanim wszystko nabrało wyraźniejszych kształ-tów, autorka zakończyła opowieść, która z każdym kolejnym dniem wydaje się być coraz bardziej banalna. Główni bohaterowie, dla mnie, byli po prostu przeciętni i nic nie spowodowało, aby zapadli w mojej pamięci. Odniosłam wrażenie, że niektórzy zostali wyprani z jakichkolwiek cech.
Jak można się więc łatwo domyślić to okładka pozostaje moim faworytem - bez tych wielkich krzyczących liter z przodu. Nawet wnętrze książki mnie irytowało. Do rozróżnienia postaci nie potrzeba dwóch różnych czcionek, chociaż może powinnam się cieszyć, że kolor pozostał taki sam…
Nie wiem dlaczego, ale książka pomimo tych wszystkich cudownych recenzji nie porwała mnie. Z jednej strony, tak jak wspomniałam wyżej, była dla mnie kiepskim streszczeniem, jednak cieszę się, że tak szybko udało mi się przez nią przebrnąć. Wątpię, aby mój gust uległ zmianie, więc naprawdę nie rozumiem dlaczego tak się stało. Niestety, ale tej pozycji nie potrafiłabym nikomu polecić. Czy ja na pewno czytałam ta samą książkę co wszyscy?

Weronka Wiącek
klubowiczka z DKK Juniorzy w Piławie Górnej


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz