piątek, 20 grudnia 2013

Czy rzeczywiście taki bezbarwny?

Nigdy nie przypuszczałam, że Bezbar-wny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa - powieść, wokół której Instytut Książki uczynił wielki boom, stanie się powodem tak emocjonalnej polemiki.
28.11.2013 r. kłodzki DKK brał udział w II Ogólnopolskiej Dyskusji Literackiej, tym razem nad najnowszą powieścią Harukiego Murakamiego. Bezbarwny Tsukuru Tazaki i jego autor mieli taką samą ilość zwolenników, co przeciw-ników. Głosy przemawiające za prawie przeźroczystym Japończykiem, który tylko z pozoru nie ma powodów,  aby użalać się nad swoim losem, brzmiały następująco: pochodził z rodziny, gdzie nie było żadnych konfliktów. Tu zaraz nasuwa się pytanie, czy w przeciwnym razie mniej zasługiwałby na uznanie? W dzieciństwie zawsze interesowało go kolejnictwo i w swojej edukacji konsekwentnie realizował młodzieńcze fascynacje. Ukończone studia umożliwiły mu pracę w firmie, która projektowała i budowała dworce kolejowe. Właściwie to człowiek bardzo wrażliwy, nie umiejący brać się z życiem za bary, akceptujący zastaną rzeczywistość z czystej uprzejmości, niedoceniający samego siebie, przez co zbyt delikatny, by walczyć w obronie własnego ja... A więc i tu jest z góry usprawiedliwiony? Wychowany w kulturze, gdzie „uprzejma zgoda”, to podstawa dobrego wychowania. Pewnego dnia, zupełnie nieoczekiwanie, przeżywa wielką traumę – zostaje odrzucony przez grupę przyjaciół bez słowa wyjaśnienia. Czy głębokie zranienie usprawiedliwia, że przez lata nie dochodził powodu swego wykluczenia? Czy za takim tokiem myślenia przemawia jeszcze zrozumienie dla głębokiej depresji, która spowodowana nagłym szokiem zmieniła zupełnie jego życie? W rezultacie staje się innym człowiekiem, sam sobie wydaje się nudnym i nijakim. Przez pół roku balansując na granicy życia i śmierci, nie znajdując wyjaśnienia tragicznej dla niego sytuacji, bardzo cierpiał. Myślał nawet o samobójstwie. Tak motywowała swoją przychylność i zrozumienie dla postaci głównego bohatera – obrona.




Przeciwnicy zarzucali autorowi, że książka nie zasługuję na taką popu-larność, dziwiąc się równocześnie jej wysokiej poczytności. Na pytanie - dlaczego wobec tego już w pierwszym tygodniu rozeszła się w Japonii w ilości miliona egzemplarzy, padła odpowiedź: to tylko kwestia reklamy, w Kraju Kwitnącej Wiśni opanowana do perfekcji. A o głównym bohaterze: sam sobie jest winien sytuacji, w której się znalazł. Dlaczego Sara – przyjaciółka Tsukuru, dopiero  po 16 latach,  namówiła go do rozliczenia się ze swoją przeszłości? Czy nie świadczy to o indolencji, która w żadnym razie nie zasługuje na współczucie? Jego bezbarwność, nijakość i konformistyczna postawa - trwająca szesnaście lat - dotycząca wykluczenia, jest nie do zaakceptowania i nie ma zrozumienia w kulturze europejskiej, tym bardziej – słowiańskiej. Nic jej nie usprawiedliwia. Konstatacja o kiczowatości Tsukuru Tazaki, to także daleko posunięta dezaprobata dla głównego bohatera i chyba całej wymowy dzieła. To, że los brytyjskiej firmie bukmacherskiej Ladbrokes typującej Murakamiego do Nagrody Nobla i wielbicielom pisarza spłatał figla, potwierdza jeszcze raz stare przysłowie: człowiek strzela, a wiatr kule nosi. Opowiadając się po stronie tych, którym daleko do euforycznego zachwytu nad lekturą, dodam na swoje usprawiedliwienie - kultura Dalekiego Wschodu nigdy nie znalazła się w kręgu mojej szczególnej admiracji. Może wynika to z braku chęci jej zrozumienia, może trochę ze zwykłej przekory, a może z przekonania, że wszystko co „letnie”, w przypadku właśnie tej powieści, mało zasługuje na uwagę. 

A. Chlebicka-Gałczyńska
klubowiczka DKK w Kłodzku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz