poniedziałek, 30 marca 2015

Ludzie są banalnie przewidywalni - o książce "Pan Przypadek i trzynastka"

Książka ta jest jak muzyka – lekka, łatwa (a może ładna) i przyjemna. Ma 200 stron i tylko trzy rozdziały. Język jest prosty, ciekawy, często dowcipny, z wieloma neologizmami.
Główny bohater to Jacek (podobnie jak autor) Przypadek. Już samo nazwisko daje wiele do myślenia, niby przypadkowo zajmuje się sprawą, a jednak...
Akcja I rozdziału dzieje się współcześnie we Warszawie na Starym Mokotowie, w przedwojennej kamienicy. Mieszka tu między innymi starsza pani Irmina Bamber (znów nazwisko charakterystyczne) – magister psychologii, mająca ogromne znajomości wśród znaczących ludzi w mieście. Skradziono jej cenne obrazy, między innymi  Malczewskiego. Do poszukiwania, oprócz policji, włączyła młodego sąsiada Jacka. Ten dzięki swojej spostrzegawczości, obserwacji, bystrości umysłu logicznemu myśleniu wydedukował, że sąsiad spod numeru 13 jest złodziejem, bo ma nierówno pod sufitem zawieszony żyrandol, to znaczy niesymetrycznie w stosunku do ścian.
Drugim sukcesem Jacka - detektywa amatora jest wykrycie przestępczej działalności agencji nieruchomości, która skupuje cenne wille za bezcen, informując listownie o skarbie (znaczki pocztowe) ukrytym w budynku. Właściwie oszuści zarabiają na pozornie subtelnej różnicy między słowami ZADATEK a ZALICZKA. Tymczasem różnica prawna w umowie kupna – sprzedaży jest ogromna. Agencja wpadła na kupnie willi pana Kolanko z ul. Podgórnej 13. Sam tytuł tego rozdziału Listonosz zawsze przychodzi dwa razy jest parafrazą tytułu filmu Listonosz zawsze dzwoni dwa razy (z Jackiem Nicholsonem i Jessicą Lange, produkcji  amerykańsko-niemieckiej  z 1981 roku).
W kolejnym rozdziale nasz bohater Jacek udowodnił kradzież sztuki teatralnej – komedii   po tytułem Trzynaste krzesło: przez  zarozumiałego znanego dramaturga. Autorem właściwie jest młody zdolny Jan Fredro – (znowu znane nazwisko). Sam jak na ironię jest smutny, niepozorny, nie może przebić się przez mur obojętności znanych redakcji i dyrektorów teatrów. Stąd tytuł rozdziału Mężczyzna, który się nie uśmiechał.
Jacek obraca się w kręgu ludzi wykształconych, prawników, dziennikarzy. Sam ma wyższe wykształcenie, choć mocno niepełne, co jest zmartwieniem jego ojca, prowadzącego kancelarię prawniczą. Rozwiązywanie zagadek kryminalnych nie stwarza Jackowi żadnego problemu, robi to jakby przez przypadek. Jest bystry, spostrzegawczy, myślący, prawidłowo kojarzy fakty, zauważa drobne, z pozoru nic nie znaczące detale, które uchodzą uwadze innym ludziom. Są pomijane przez policję, na przykład  podkomisarza Łosia, lub mecenasa, obrońcę dramaturga – złodzieja. Z aktywności detektywa - amatora nie jest zadowolony jego ojciec, ceniony mecenas, bo to dla niego wielka ujma, wstyd, amatorszczyzna syna, zamiast solidnego wykształcenia prawniczego.
Świetna książka, ciekawa, łatwo się ją czyta. Nie ma zawiłości akcji, zagadek, które zwykle rozwiązywane są na ostatnich stronach powieści kryminalnych. Za to jest wspaniały, dowcipny, subtelny język, na przykład nazwiska, które natychmiast charakteryzują bohaterów jak: Bamber, Przypadek, Łoś, Fredro, Klempuch. Inne perełki językowe to nazwy barów:„Zakrapialnia”, „Szypułka” - mówią same za siebie. Ciekawe są powiedzenia wprowadzone przez autora np.
Ludzie są banalnie przewidywalni
Prośby przeciw skuteczne
Paszkwilancki atak
Młody Bóg Seksu
Krzesło nie przystosowane do ciężaru jego osobowości (otyły)
Wykształcenie wyższe mocno niepełne
Bezwarunkowo (jak EWENTUALNIE w filmie).
Niech pan czyta między wierszami, bo tu nie ma słowa prawdy..., i szereg innych.
A wszystko to wspaniale łączy tytułowa trzynastka, która pojawia się wielokrotnie w każdym rozdziale, ale według wielu przynosi pecha ludziom.
Brawo Panie Autorze Jacku Getnerze! Prosimy o więcej.

Maria Sobaniak
klubowiczka DKK w Wąsoszu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz